piątek, 1 sierpnia 2014

Rozdział 10

Rano obudziłam się o 8:20. Danielle jeszcze słodko spała, a ja podeszłam do szafy wyciągnęłam
ciuchy i poszłam do łazienki. Przebrałam się szybko,zrobiłam lekki makijaż,a włosy związałam w wysokiego kucyka. Następnie zeszłam na dół. Dziewczyny już siedziały w kuchni.
V: Cześć
E: No hej. Jak się czujesz?
V: Dobrze. Dzięki że pytasz.
P: Siadaj zrobiłyśmy śniadanie.
Zaraz po mnie do kuchni weszła Dani która od razu usiadła do stołu i zaczęła pić kawę. Po śniadaniu dziewczyny poszły do domu, a ja włączyłam muzykę i zaczęłam sprzątać. Moje sprzątanie przerwało
pukanie do drzwi.
 V: Proszę.
Do pokoju wszedł Liam.
L: Cześć Vanessa.
V: A ty po co tu przyszedłeś?
L: Chciałem z tobą porozmawiać o tym wczorajszym. Nic ci się nie stało?.
V: Nie wszystko dobrze. Dziękuję.
Podszedł do mnie powoli i chciał mnie pocałować ale się odsunęłam.
V: O nie.
L: Czemu nie chcesz mnie pocałować. Kocham Cię.
V: Sophię też kochasz. A zwłaszcza jak siedzi ci na kolanach i przylizuje się do ciebie prawda. To takie słodkie. Nienawidzę cię.
L: Słonko za to też chcę cię bardzo przeprosić. I czemu mnie okłamałaś?
V: Słuchaj mam już tego dość. Nie wiem czy mogę ci zaufać.I kto tu kogo okłamuje?.
L: Czyli co?
V: Między nami koniec Liam. Mam dość. A teraz wyjdź
Wskazałam ręką na drzwi. Liam posłusznie wyszedł, a ja wróciłam do sprzątania. Po 2 godzinach mój pokój był czysty. Wzięłam laptopa i rzuciłam się na łóżko. Weszłam na wszystkie portale jakie znałam. Na każdej z nich pisało o tym że Sophia spędziła noc u Liam'a. Przypomniałam sobie że trzeba zrobić zakupy. Podniosłam się z łóżka,wzięłam torebkę i zeszłam na dół.
V: Jess idę na zakupy potrzebujesz czegoś.
J: Kupisz mi czekoladę truskawkową.
V: Jasne.
Wyszłam z domu i wsadziłam do uszu słuchawki. Do sklepu miałam jakieś 10 min drogi, więc powoli spacerkiem udałam się w stronę sklepu. Gdy byłam w sklepie zauważyłam Sophie. Ona też mnie zauważyła bo szła w moją stronę.
S: To ty jesteś Vanessa prawda?
V: Tak to ja.
S:Zapamiętaj sobie skarbie że Liam jest mój. Zniszczyłam jego jeden związek zniszczę i drugi. Więc trzymaj się od niego z daleka, bo pożałujesz.
V: Serio myślisz że się ciebie boje. A tak w ogóle to se go weź. Nie chcę z nim być. I możesz być z siebie dumna bo zniszczyłaś ten związek.
Powiedziałam i poszłam dalej. Kiedy miałam już wszystko poszłam do kasy. 40 min później. Weszłam do domu i zaniosłam zakupy do kuchni. Po czym je rozłożyłam. Gdy skończyłam postanowiłam pobiegać. Przebrałam się w wygodniejsze ciuchy i pobiegłam. Do domu wróciłam jakoś po 16. Jess jeszcze nie było więc zaczęłam przygotowywać obiad. W trakcie wróciła Jess i mi pomogła. Kiedy skończyłyśmy zawołałyśmy Harry'ego i razem zjedliśmy obiad. Po skończonym obiedzie posprzątałam i wróciłam do swojego pokoju. Dawno nie dzwoniłam do mamy. Wyciągnęłam telefon z torebki i wybrałam numer mamy. Po 3 sygnałach odebrała.
M: Cześć kochanie. I jak tam u cb ??
V: Cześć mamo. Dobrze a u was ?
M: Też. Jak z Liam'em.
V: Nie mówmy o nim.
M: Coś się stało?
Opowiedziałam jej całą historię z Liam'em i tym facetem.
M:Boże święty na pewno nic ci nie jest.
V: Na pewno. I postanowiłam iść do pracy.
M: Ale i tak będziemy wam płacić za dom i przysyłać pieniądze. A co robi Jess??
V: Siedzi na dole z Harry'm i coś oglądają.
Rozmawiałam z mamą 2 godziny. Była 20, więc postanowiłam iść się umyć a następnie poszukać pracy. Wyciągnęłam piżamę i poszłam się umyć. Kiedy wróciłam do pokoju podłączyłam telefon do ładowania, a sama wzięłam laptopa i zaczęłam szukać pracy. Okazało się że w kawiarni na przeciwko szukają kelnerki. Postanowiłam że jutro tam pójdę. Odłożyłam laptopa i zasnęłam.
*Rano*

O 11 wyszłam do kawiarni.Obudziłam się przez promienie słońca wpadające do mojego pokoju. Była 9 więc postanowiłam się podnieść. Zeszłam na dół i zjadłam śniadanie. Po czym wróciłam na górę i wyciągnęłam z szafy ubrania na dziś.
V: Dzień dobry przyszłam w sprawie pracy.
Ekspedientka:Momencik zawołam szefa.
Uśmiechnęłam się do niej w odpowiedzi.
E:Szef prosi do gabinetu.
Poszłam za nią.Był ślicznie urządzony nowoczesne meble kolory idealnie dobrane. Kiedy weszłam szef siedział na fotelu i uśmiechał się do mnie. Miał około 23 lat.
V:Dzień dobry.
Sz: Dzień dobry. Proszę usiąść.
*40 min później*
Wyszłam z gabinetu i udałam się do lady.
V:Proszę jedną latte na wynos.
E: Już daję.
Gdy podała mi kawę zapytała.
E: I jak zostałaś przyjęta?
V: Od jutra będziemy razem pracować.
Uśmiechnęłam się do niej.
E: Jestem Rose.
V: Vanessa. Do zobaczenia jutro.
R: Cześć.
Wróciłam do domu i poszłam do salonu. Zaczęłam oglądać jakich nudny serial. O 15 zrobiłam obiad, a o 17 siedziałam w swoim pokoju i pisałam z Adą. (kuzynka która mieszka w Wolverhampton) Skończyłam z nią dopiero pisać o 20. Od razu poszłam się umyć. Kiedy wróciłam nastawiłam budzik na 8:10 i się położyłam. Musiałam się podnieść bo zadzwonił telefon.
V: Halo.
L: Cześć Van. Moglibyśmy się spotkać?
V: Czy ja już ci czasem nie powiedziałam że nie chce cie widzieć.
L: Tak wiem ale chciałem z tobą porozmawiać.
V: Jutro zaczynam pracę więc nie będę miała czasu.
L: Potrzebne mi tylko 10 min. 
V: Odezwę się. Cześć.
-Odłączyłam się i odłożyłam telefon na stolik. Po czym zasnęłam.
*Rano*
Obudził mnie budzik. Szybko podniosłam się z łóżka i podeszłam do szafy z której wyciągnęłam ubrania na dziś.  Poszłam do łazienki, ubrałam się, zrobiłam lekki makijaż, a włosy związałam w wysokiego kucyka. Przygotowana wróciłam do pokoju. Pościeliłam łóżko, a do kieszonki spodenek wsadziłam telefon. Zeszłam na dół do kuchni. Zrobiłam szybko płatki z mlekiem po czym je zjadłam. Napisałam jeszcze Jess karteczkę. IDĘ DO PRACY. WRÓCĘ O 16. I wyszłam z domu. W kawiarni byłam 10 min przed czasem. To chyba dobrze. Rose włączała, gdy mnie zauważyła uśmiechnęła się i skinęła głową w stronę biura szefa. Zrozumiałam że mam  tam iść. To biuro nigdy nie przestanie mnie zachwycać. Kiedy weszłam 

nikogo nie było więc stanęłam sobie koło okna i zaczęłam wyglądać przez nie. Chwilę później wszedł szef. 
Sz: Dzień dobry.
Ocknęłam się i obróciłam w jego stronę.
V: Dzień dobry. Kazał mi pan przyjść.
Sz:  Nie jestem pan. Jestem Eric. Tak tu jest twój fartuszek.
V: Miło mi Vanessa, Dziękuję. To ja lecę do pracy. 
E: Dobrze. Do zobaczenia. 
Uśmiechnęłam się do niego w odpowiedzi i wróciłam do Rose. Założyłam swój fartuszek i poszłam obsłużyć pierwszego klienta. Szło mi jak na pierwszy dzień bardzo dobrze. Nie pomyślałam że jest to najsłynniejsza kawiarnia w Londynie, i przychodzą do niej sławne gwiazdy. Jakoś po 13 do kawiarni przyszedł Liam i ta zołza.  Wypadło że to ja muszę ich obsłużyć, bo Rose była zajęta. Nie chętnie podeszłam do ich stolika i spytałam o zamówienie.
V: Co sobie państwo życzą
L: Vanessa? Co ty tu robisz?
V:Pracuję. Co chcecie zamówić. 
S: Daj dwa duże latte. 
V: Dać to ja ci mogę w pysk. 
L: Proszę o dwa duże latte z podwójną bitą śmietaną i czekoladą. 
V: Już się robi. 
Rzuciłam wymuszony uśmiech i ruszyłam z powrotem za ladę. Kiedy miałam kawy na tacy wróciłam do ich. 
S: Masz szczęście że tak szybko. Bo inaczej poszłabym do szefa.
Odpowiedziałam uśmiechem. Postawiłam kawy na stolę i poszłam do innego stolika.
Reszta dnia minęłam spokojnie. O 16 wyszłam z pracy i wróciłam do domu. Jess, 1D, i dziewczyny siedzieli w salonie.
V: Co to jakieś zebranie beze mnie?
J: Nie po prostu przyszli to ich wpuściłam. Siadaj.
Usiadłam koło Jess i Niall'a. 
J: Jak było pierwszy dzień w pracy?
V: Bardzo dobrze. 























Brak komentarzy:

Prześlij komentarz